Nacjonalizacja łowiectwa


Zapraszam do przeczytania artykułu poświęconego próbie zawłaszczenia PZŁ. Tekst ukazał się w najnowszym numerze (kwiecień 2017) Łowca Polskiego.

Darz Bór!
Mariusz Dejneka

Nasi wrogowie obmyślają, jak upaństwowić nasz związek i ograbić z majątku. Teoretycznie głównym „odnowicielem” jest były polityk Samoobrony, znany głównie z wywoływania awantur. Polował tylko z widłami, więc otoczył się “fachowcami”, których znamy i będziemy o nich pamiętać!

Najlepszy przepis na scementowanie jakiegoś środowiska? Zagrozić mu całkowitym zniszczeniem i wymyślić takie zmiany, które daną grupę społeczną podporządkują jakiejś innej grupie. Dokładnie w ten sposób postąpili “reformatorzy”, przygotowując projekt zmian w ustawie łowieckiej.

Większość z nas o tym projekcie słyszała. Wywołał on zrozumiałe emocje, zwłaszcza po przekazaniu go szefowi Klubu Parlamentarnego PiS Ryszardowi Terleckiemu i ogłoszeniu przez składającego ten projekt Sławomira Izdebskiego, że jego ustawa za miesiąc będzie już obowiązującym prawem. Forsowane zmiany oznaczałyby likwidację nie tylko mającego prawie stuletnią tradycję Polskiego Związku Łowieckiego, ale też całego modelu polskiego łowiectwa, o którym z uznaniem mówią myśliwi w wielu krajach naszego kontynentu.

Brak wiedzy zarówno łowieckiej, jak i prawniczej autorów tego projektu widać na każdym kroku. Niestety, tak moim zdaniem wygląda realizacja chorego pomysłu, kiedy brakuje idei, a głównym celem jest załatwianie prywatnych porachunków i biznesów. Zdaniem “uzdrowicieli”, jedynym lekarstwem, jakie można dzisiaj zaaplikować myśliwym, to upaństwowienie całego łowiectwa. Nowy państwowy system nie tylko ma się sfinansować, ale również przynieść dodatkowe dochody. I tu mamy pierwszy błąd rewolucjonistów! Naiwnie założenie, że wszystkich myśliwych uda się podporządkować i przymusić do opłacania armii urzędników.

Sławomir Izdebski nie ukrywa, że już obliczył, ile myśliwi dorzucą do budżetu państwa. Skromne 500 milionów! Czyli każdy z nas będzie musiał zapłacić ponad 4 tys. rocznie za samą możliwość polowania. Jestem przekonany, że właśnie w tym punkcie omawiany projekt skazuje się na niepowodzenie. Niewielu myśliwych stać na wyłożenie takiej kwoty, więc prawdopodobnie większość odłożyłaby broń do szafy. Tym sposobem zostaną w projekcie byłego senatora same koszty bez wpływów. Żaden minister finansów nie powinien zatrudniać takich doradców.

Projekt już z daleka zdradza na tyle nieprofesjonalne przygotowanie, że w zasadzie wszelkie dywagacje powinno się zakończyć w tym miejscu. Postanowiłem jednak uzmysłowić myśliwym, jak może wyglądać ustawa łowiecka i samo polowanie, kiedy interesu myśliwych nie będzie strzec jedna silna organizacja, a prawo łowieckie pisać będą nasi przeciwnicy.

Widły przewodniczącego
Czytając projekt, widać, że chodziło o zaspokojenie dwóch rozbieżnych interesów. Z jednej strony, przewodniczącego Izdebskiego – który szuka trampoliny do immunitetu sejmowego – a z drugiej, kilku myśliwych, którzy nie mogą się doczekać prywatyzacji obwodów łowieckich. Dlatego spośród zmian i poprawek w poszczególnych artykułach obecnej ustawy lwia część polega na zastąpieniu wyrazów „minister właściwy do spraw środowiska” wyrazami “minister właściwy do spraw rolnictwa”. Taki zabieg w obecnym układzie dałby możliwość dokręcania śruby myśliwym przez pana Izdebskiego i tym samym budowania pozycji obrońcy rolników.

Ciąg dalszy w najnowszym wydaniu Łowca Polskiego.

Previous Życzenia Wielkanocne 2017
Next Perełki Ciechanowca