Psychiczny gwałt na dzieciach myśliwych


Skąd się bierze tak ogromna fala nienawiści do ludzi o realnym spojrzeniu na rzeczywistość trudno powiedzieć. Pewnikiem jest natomiast, że przed socjologami i psychologami stoi niemałe wyzwanie, którego zdaje się nie mają odwagi podjąć.

Po raz kolejny w mediach powraca temat, czy dzieci powinny uczestniczyć w polowaniach. Na usta ciśnie się od razu pytanie – A dlaczego nie?

Dzieci na polowaniu a kultura “czarnej opaski”

Szereg osób podnosi głos, pragnąc, by ich dzieci nie miały możliwości zetknięcia się z zabitym zwierzęciem. To jednak nie koniec ich postulatów. Naciskają, by żadne dziecko nie miało styczności z takim “obrazem”.

Kulturowo możemy ich nazwać, całkowicie umownie, wyznawcami “czarnej opaski”, czyli idei zasłaniania wszystkim dzieciom bez wyjątku prawdy o życiu, o gospodarce i w końcu o rzeczywistości.

Czy izolacja dzieci przed rzeczywistością jest aby na pewno właściwym sposobem wychowywania potomstwa?

Niestety osoby ze wspomnianego kręgu kulturowego, nie tylko świadomie wpychają swoje pociechy w irracjonalny świat fikcji, obłudy i hipokryzji, ale nalegają przy tym, by inni rodzice czynili dokładnie tak samo. Oczywiście ich główną argumentacją wydaje się być brak oszczędności w wulgarnym słownictwie i odpowiednio “ciekawie” skrojone epitety, wręcz skrajnie obraźliwe. Kwestionowanie i przeszkadzanie w życiu rodzinnym ludziom wyznającym wartości oparte na prawdzie i szacunku, wydaje się być dla nich siłą napędową.

Bardzo często przy okazji wypluwania hektolitrów epitetów, głoszą oni o rzekomym wynaturzeniu, psychicznym niezrównoważeniu, tudzież bestialstwie i braku umiejętności wychowania dzieci przez myśliwych.

Jeśli się temu przyjrzeć jednak z boku, to bardzo szybko dojdziemy do wniosku, że i owszem, z psychiką jest coś nie tak, ale nie myśliwych i ich dzieci a osób usiłujących im narzucić zasady wyznawane przez ich krąg kulturowy, czyli zasady “czarnej opaski”.

Już sama ingerencja w więzi rodzinne osób wyznających inne wartości – poniekąd, jak pokazuje życie wcale nie takie straszne a rzekłbym nawet, że cenne jeśli chodzi o aspekty pielęgnowania takich sfer życiowych, jak wiedza, etyka, empatia, odpowiedzialność, znajomość świata, racjonalność, prawda i cały wachlarz innych składowych stanowiących o świadomym uczestniczeniu w procesach zachodzących na Ziemi – uzmysławia nam, że mamy do czynienia z ludźmi nie tyle o skrajnych poglądach, ale z ludźmi toksycznymi z punktu widzenia psychologii. Na dodatek ludźmi nie grzeszącymi ani nadmierną kulturą osobistą, ani wiedzą o otaczającym ich świecie.

Wszystkim zainteresowanym polecam skupić się nie na myśliwych i ich dzieciach, ale na tych właśnie, którzy atakują rodziny myśliwych i coraz częściej bezpośrednio ich dzieci, bo to dopiero jest ważki społecznie problem.

Warto też odpowiedzieć sobie na pytanie, co może mieć “ciekawego” w głowie osoba, której pragnieniem jest życie w alienacji od rzeczywistości, na domiar wchodząca w cudze prywatne życie i starająca się narzucić swój tok myślenia, a raczej niemyślenia? Warto zastanowić się też nad tym, dokąd będzie zmierzał świat, gdy kultura “czarnej opaski” rozprzestrzeni się niczym choroba weneryczna w przysłowiowym haremie a ludzie twardo stąpający po ziemi zostaną globalnie okrzyknięci nienormalnymi przez tych, którzy nie chcą wiedzieć, nie chcą widzieć, nie chcą świadomie uczestniczyć w ziemskich procesach.

W moim przekonaniu większość z osób usiłujących ingerować w życie prywatne i wychowanie dzieci w rodzinach, gdzie praktykuje się tradycje łowieckie, to osoby co najmniej rozchwiane emocjonalnie, a kto wie, czy aby nie poważnie chore psychicznie, wymagające natychmiastowej pomocy lekarskiej a nawet hospitalizacji.

O takiej potrzebie może świadczyć szereg wypowiedzi nacechowanych nie tylko widocznym odrealnieniem, ale też gniewem, niebywałą wulgarnością, nienawiścią i nawoływaniem do popełniania przestępstw, w tym rękoczynów na myśliwych nie wykluczając nawoływania do ich zabijania.

Biorąc pod uwagę skalę zjawiska, które z roku na rok narasta, apeluję z tego miejsca do właściwego ministra o baczne przyjrzenie się problemowi i niezwłoczne (z racji bezpieczeństwa obywateli znajdujących się jeszcze przy zdrowych zmysłach) podjęcie działań profilaktycznych, a nawet o wdrożenie doraźnych rozwiązań mających na celu leczenie osób wykazujących znamiona chorób psychicznych.

Czy to żart? Absolutnie nie. Nie żartuję ani z objawów, ani ze skutków, jakie może wywołać narastająca indywidualna, jak społeczna psychoza.

Mamy do czynienia ze swoistą pandemią, niezwykle niebezpieczną, gdyż rozwijającą się na ludzkiej głupocie a ta w naszym społeczeństwie (i nie tylko naszym) wydaje się rozprzestrzeniać w zawrotnym tempie.

Temat, który nigdy nie powinien znaleźć miejsca w mediach

Poruszanie zagadnień z zakresu wychowania dzieci przez myśliwych nigdy nie powinno znaleźć miejsca w mediach, gdzie tematem przewodnim jest kontestowanie wychowywania dzieci przez myśliwych.

To tak, jak byśmy chcieli kontestować wychowanie dzieci przez rolników, leśników, zootechników, weterynarzy, kominiarzy, policjantów, żołnierzy, polityków, przyrodników, lekarzy, a nawet pseudo ekologów, wegan, aktywistów, etc., etc..

Medialny lincz myśliwych stawia całe rodziny, całą społeczność łowiecką na tak zwanym cenzurowanym, tylko za to, że rodziny te pragną żyć prawdą, korzystać z prawdy i wychowywać dzieci w prawdzie.

Rodzi się w tym miejscu pytanie kolejne

Czy zgodzimy się na to, by rządziły światem irracjonalność i wyalienowanie piętnujące jednocześnie pod publicznym pręgierzem wszystkich tych, którzy procesowi odrealnienia poddać się nie mają zamiaru?

Konsekwencje logiczne

Czy jedzenie jest czymś złym? kto uważa, że spożywanie pokarmu jest złe? A może jest ktoś, kto stwierdzi, że odzież jest zła, że galanteria i wszelkie potrzebne człowiekowi w życiu codziennym przedmioty są złe?

Jeżeli jedzenie nie jest niczym złym, jeżeli pasek ze skóry, buty, odzież wierzchnia i szereg innych artykułów nie jest zła, to zabicie zwierzęcia również nie może być niczym złym. To zwyczajna logiczna konsekwencja. Jest jedynie jeden warunek do spełnienia a polega on na tym, że jeśli już zabiłem, to wykorzystuję wszelkie możliwe dobra z danego zwierzęcia, jakie na daną chwilę pozyskać mogę.

Można jeszcze oddać zwierzynie należną cześć, jak czynili to nasi praprzodkowie, a który to zwyczaj pozostał już wyłącznie w takim kręgu kulturowym jak łowiecki. Czy oddanie upolowanej zwierzynie hołdu i uczenie tego swoich dzieci jest czymś godnym potępienia? Jest czymś gorszym od bezmyślnego wrzucania do supermaketowego koszyka ofoliowanej na tacce piersi z kurczaka w towarzystwie swoich pociech, wyznając przy tym ideologię “czarnej opaski”?

Dlaczego niektórzy nie wykazują szacunku do spożywanego mięsa i nie uczą tego własnych dzieci a jednocześnie kontestują sposób wychowania dzieci przez myśliwych?

Czyżby wyalienowanie od rzeczywistości przybrało już takie rozmiary, iż zapominają owi wyznawcy całkowicie skąd mięso się bierze? Nie wspominając o skórzanych butach, portfelach, szykownych torebkach i gustownych zimowych damskich kozakach?

W pogoni za oglądalnością

Hołubienie irracjonalności i społecznym frustracjom uważam osobiście za upadek dziennikarstwa jako takiego. To raczej bezrefleksyjna pogoń za sensacją, pozbawiona jakiegokolwiek zrozumienia społecznych potrzeb. Jeżeli ktoś miałby być piętnowany na wizji tudzież w prasie, to z całą pewnością nie myśliwi i ich dzieci a wykazujący psychopatyczne symptomy ich przeciwnicy.

Jeżeli pośród przeciwników myśliwych znajdują się dziennikarze, to ci przede wszystkim powinni rozważyć pozycję horyzontalną na wygodnej kozetce i szczerze opowiedzieć o swoich frustracjach, czy fobiach. To tak dla społecznego i własnego dobra.

Na zakończenie zadam jednak pytanie, które od dłuższego czasu krąży po mojej pajęczynie świadomości.

Skoro żyjemy w czasach, w których celebruje się tolerancję dla wynaturzeń i zboczeń, to nie znajdzie się choćby odrobina miejsca na tolerowanie ludzi normalnych i tolerowanie ich dzieci?

Czy zdajecie sobie sprawę z tego, jak głęboko ingerujecie (wy dziennikarze) w życie rodzinne i w psychikę dzieci, piętnując publicznie ich zdolność do rzeczywistego postrzegania świata? Zadaliście kiedykolwiek sobie pytanie, jak one, owe dzieci się z tym czują? Co przeżywają? Jak wielką wyrządzacie im krzywdę?

Ten żałosny atak na rodziny i dzieci można określić, jako całkowity brak wyobraźni i dziennikarskiego przygotowania. To przypomina raczej zachowanie hieny usiłującej wyżywić się na ofierze pozyskanej przez innego drapieżnika. Koszt własny niewielki, za to ofiara pożarta. oglądalność, czyli kasa z reklam płynie. To dość podłe.

Polecam też bardziej racjonalnie dobierać autorytety do współtworzenia programów, bądź artykułów. Na przykład znany poniekąd “w kręgach” Zenon Kruczyński pomylił ponoć na pewnym etapie swojego życia łowiectwo z przemysłowym ubojem, zyskując tym samym jako myśliwy miano “mięsiarza”. W pewnym momencie jego psychika nie wytrzymała, po czym stał się on zagorzałym przeciwnikiem polowań. No cóż, jeżeli wpada się w skrajności, jeżeli nie rozumie się idei łowiectwa, to nie ma się czemu dziwić. Niejeden w podobnych okolicznościach mógłby się załamać psychicznie.

Poniekąd od tamtej chwili panu Kruczyńskiemu myli się wiele rzeczy, w tym prawo ogólnokrajowe, które jakoby jego psa nie dotyczy i zdaniem owego pana, jego pies może sobie luzem biegać zarówno po białowieskich lasach będących w zarządzaniu Lasów Państwowych, jak również po Białowieskim Parku Narodowym.

Dla społecznego dobra proponuję zatem ostrożniej dobierać tak zwane autorytety, czy też jak to się mówi teraz modnie – ekspertów.

Poddaję też pod rozwagę, czy aplikowanie społeczeństwu programów i artykułów z pogranicza obłędu jest działalnością godną dziennikarskiej profesji i nader wszystko, czy pieniądze zarobione na takim procederze można nazwać zarobionymi uczciwie.

Skąd wziął się problem?

Warto prześledzić genezę powstania poruszanej tematyki wokół dzieci myśliwych.

Akcję od samego początku propaguje Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot, dokładnie ta sama, której członkowie aktywnie przyczynili się do klęski ekologicznej w Puszczy Białowieskiej.

Organizacja ta od lat walczy z myśliwymi przedstawiając łowiectwo jako coś niebywale złego a samych myśliwych jeszcze gorzej. Nie będę się teraz zagłębiał w istotę tej niechęci, ale dość powiedzieć, że pewne okoliczności wskazują na konflikt interesów. Przez wiele lat nie udało się ograniczyć tejże organizacji wpływu łowiectwa na kształtowanie populacji zwierząt i zastąpić go w oczekiwanej skali dotowanymi z budżetów unijnych i krajowych tak zwanymi “projektami”, stąd też aktywiści bezceremonialnie postanowili uderzyć w najbardziej czuły punkt, czyli w dzieci.

Dzieci myśliwych zostały potraktowane instrumentalnie i przedmiotowo do osiągnięcia pewnych celów. Wcale nie chodzi o ich dobro psychiczne, bo gdyby o to chodziło, to obserwowane ataki nigdy nie znalazłyby miejsca w przestrzeni publicznej. To, że podłącza się pod tą akcję wiele osób, może natomiast (i niestety) świadczyć o ogromnym upadku moralnym sporej części społeczeństwa, a jak pokazuje rzeczywistość, również podobnym upadku części środowiska dziennikarskiego.

Idą święta

Jako, że mamy okres świąteczny, to pozwolę sobie na złożenie – moim zdaniem – ważnych w tych okolicznościach życzeń – Nie ulegajmy pandemii szaleństwa.

Artur Hampel, 21.12.2016 Białowieża

Źródło: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/psychiczny_gwalt_na_dzieciach_mysliwych_357382-2–1-d.html

Previous Czas na wystąpienie do PLW o zwrot kosztów przechowywania tusz dzików upływa 28 grudnia 2016
Next Polowanie wigilijne 2016 w K.Ł. "Cyranka" Kolno